sobota, 5 lutego 2011

procentowo z wiatrem.

Pochłonięta miastowym gwarem, piskiem opon i krzykiem niesionym przez wiatr upijam się tanim winem zmieszanym z Pepsi. Piję za zdrowie pięknych kobiet, za ciężarne koleżanki i za płytkich ludzi nie wartych naszej uwagi. Zapijam tym mało wytrawnym drinkiem pustkę jaką czuję kiedy nie widzę Cię obok. To żałosne, wiem ale co poradzę na to, że tak bardzo uzależniasz? Kilka chwil zabawnej atmosfery. Karuzela kręci się niebezpiecznie szybko, świat nabiera nowych barw, a Ciebie ciągle nie ma. Kilka kroków, kilka ulic, kolejne łyki wina i nagle tak długo wyczekiwana wiadomość, że będziesz w tym samym miejscu co ja. Pocałunek, ciepło w sercu i Twój śmiech. Czterdzieści minut  szczęścia i czas by wrócić do domu, obejrzę się za siebie jeszcze raz, ostatnie spojrzenie w Twoją stronę i płynę z tłumem. przede mną kolejne kilkanaście godzin pustki. Pustki, którą wypełnisz, którą zniszczysz, spalisz. Jeszcze kilkanaście godzin i znów będziesz obok. Znów będę idealnie doskonała, dopełniona, znów naładuję się Twoim zapachem.

Nienawidzę każdej sekundy bez Ciebie.









Pierwszy raz pisze pod wpływem alkoholu coś na tym blogu. Mam nadzieję, że rano nie zapłaczę nad tym tekstem. Tęsknię za Tobą. Bardzo tęsknię...
Nie lubię kłaść się do łóżka, nie lubię budzić się i widzieć , ze nikogo nie ma obok, że całą noc poduszka nie była nikomu potrzebna. 



Chcę Ciebie i tylko Ciebie.



Mam mała kontuzję palca i pisanie sprawia mi ogromny bol toteż kolejna notka bo wyleczeniu .

love Chii.

środa, 2 lutego 2011

Zadaj mi ostatni cios. Nie pozwól juz dłużej czekać na ukojenie i zabij! Przygnieciona żalem i bezsilnością powoli umieram w sobie. Na co czekasz?! Dokończ swoje dzieło, daj mi w ostatnim prezencie resztki dumy. Pozwól mi zniknąć i przybliż ten moment. Widzisz jak cierpię, wystarczy. Płonę w złości, poddaję się chociaż wiem, że nie powinnam. Ostatną rzeczą jaką chcę zrobić to splunąć Ci w twarz i powiedzieć jakże kulturalne ' spieprzaj presjo '. Nic nie nadchodzi. Tkwię zawieszopna między sobą a wymaganiami. Mnie już nie ma, została zaledwie wykuta w skale skorupa a wymagania nigdy nie zostaną spełnione. Czego więc chcesz? Czego!? 


Gdybym tylko wiedziała gdzie znaleźc złoty środek, który pogodziłby moje obowiazki z czasem kiedy jestem sobą. Gdybym tyklo wiedziała gdzie on jest. Tak, byłoby wspaniale.




Potrzebuję trochę przestrzeni, trochę czasu i ciszy. Potrzebuję Ciebie i tylko Ciebie...



















Zaniedbałam bloga, wiem. Ogólny brak weny i złość na notebook'a skutecznie zatrzymały dodawanie postów. Coś mi się wydaje, że nie szybko będą kolejne 'opowiadania', czy druga część wcześniejszego tekstu. Źle się czuję, nie mogę spać, a herbata jakoś dziwnie smakuje.
Tęsknię, zdecydowanie są to objawy ogromnej tęsknoty. Kilka dni bez Ciebie i zaczynam wariować.
Potrzebuję Cię. <3


love Chii.

sobota, 22 stycznia 2011

Znajdziemy to. 1cz.

Chciałabym wiedzieć kim jesteś, byłoby przyjemnie móc zwracać się do Ciebie po imieniu. Niestety nie wiem o Tobie nic oprócz tego, że jesteś mi przeznaczony. Wiem, że oddychasz w tym samym tempie co ja, wiem też jak bardzo mnie kochasz, wiem to. Wiem, że gdzieś jesteś i mnie szukasz. To tak mało, a jednak o nikim innym nie myślę tylko o Tobie.
 Mój jedyny, ukochany, wyśniony. 
Jesteś najpiękniejszym snem jaki komukolwiek i kiedykolwiek nachodził nocą wyobraźnię. Co noc, nie ważne jaka jest pora roku, jaki mam nastrój, jak długo już śpię. Co noc kochasz mnie tak samo mocno, te kilka godzin, ciemnych rozgwieżdżonych godzin wypełniasz mnie, moje serce, duszę. 
Uwielbiam Cię! 
Każdego dnia zupełnie inny, każdy sen to nowa wyprawa. Kochanie! Jesteś mi tak bardzo potrzebny, marzę o spotkaniu, o tym, że nasze drogi kiedyś się skrzyżują i stanę się najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Nie będziesz już wytworem mojego chorego świata. Będziemy mogli się dotknąć, usłyszeć i poczuć ciepło ciał. Jak długo muszę jeszcze czekać? W ile podróży zabierzesz mnie w snach zanim się poznamy. Zanim dowiem się jak masz na imię...
 Ile jeszcze ?













Długo nic nie pisałam. Brak weny, nastroju i czasu skutecznie uniemożliwiły mi zaglądanie do pamiętnika. Liczę na jakieś trzy bądź cztery  części tego co jest powyżej. Zobaczę co mi dziś podpowie wyobraźnia.
Boję się zasnąć, boję się, że znów wielki doberman wgryzie się w moją szyję, że znów nie będę mogła oddychać i obudzę się zlana potem.
Nie lubię takich nocy.

love Chii.

środa, 12 stycznia 2011

zatrzymam Cię między gestami.

Niemożliwie zamyślona szła bezczelnie ruchliwymi ulicami. Wszystko co działo sie wokół niej było tak nieistotne jak jeszcze nic i nigdy. Każdy kamień, każde spojrzenie mijajacych ją ludzi i pisk opon były bez sensu. Zupełnie nic sie nie liczyło aż do momentu, w którym zaczęła tonąć. Bajecznie piękny błękit pochłaniał ją całą, muzyka jaka w sekundzie zagłuszyła wszystko i to uczucie ciepła jakie ją ogarnęło było jej celem i przeznaczeniem. Dopiero teraz świat nabrał pewnych logicznych cech i zaczął istnieć tak naprawdę. 
Dopiero teraz, gdy utonęła.






love Chii.

sobota, 8 stycznia 2011

nic specjalnego.

Nigdy nie mów do mnie ' no to na razie! ', mów ' żegnaj ', chcę mieć te motylki w brzuchu przy kazdym niby niespodziewanym spotkaniu.


moc splecionych ciał, magia kilku chwil.

środa, 5 stycznia 2011

Zapatrzeni w siebie. 3cz.

Nie jestem nikim wyjątkowym, nie mam willi i milionów na koncie. Żaden ze mnie super facet z nadludzką siłą. Właściwie to nic mnie nie wyróżnia w tłumie. Dlaczego zatem obdarzyła mnie tak wielką miłością? Skąd w niej taki ogrom uczuć i ciepła? Jest taka drobna, tak niewinna. Słyszę jej cichy oddech, który potrafi ukoić nawet rozwścieczonego lwa, jej serce tak gorące, bije tylko dla mnie. Jest przepiękna. Stworzona by kochać, jest moim ideałem. Niewyobrażalnie lekko stąpa po zimnej podłodze, tańczy z wiatrem i wydobywa z siebie najpiękniejszą melodię pod słońcem jaką jest jej śmiech. Nie. Stop. Za dużo rozczulenia. Jestem twardy, jestem mężczyzną! Jestem.. cholera! Czuję się jak w bajce, uratowałem z płonącej wieży księżniczkę, która teraz istnieje tylko dla mnie, ze mną już do końca. Mógłbym żyć samymi powrotami do domu gdy po ciężkiej pracy widze jej roześmianą buzie nabieram sil i czuję się jak młody bóg. 

Nie ma nic piękniejszego od widoku mojej ukochanej gdy spokojnie śpi. Tak, mógłbym udawać, że to nic wielkiego, że wcale mi nie zależy ale po co? Znalazłem swoją przystań. Mam z kim dzielić każdy dzień mojego życia. Jestem w niebie. Juz niedługo, ostatnie wspólne tygodnie, jak ja jej to powiem?! Los bywa bardzo niesprawiedliwy. Piekielne siedem miesięcy rozłąki. Juz tęsknię, mimo tego, że właśnie podaje mi obiad. Idealna...

Wiesz jak to jest. Gdy w dzieciństwie znalazłeś śliczna muszelkę nie chciałeś jej nikomu oddać bo była tylko Twoja. Znasz to uczucie gdy słyszysz trzask i z muszelki pozostaje pył. Wiesz to przecież! Skoro znasz ten ból to z jakiego powodu zgodziłeś się by ją tak mocno zranić? ah! Jesteś żałosny, ja jestem żałosny. Zalewam tęsknotę ruską wódką, piję do lustra, na którym przykleiłem Twoje zdjęcie. 

Jestem pozbawiony męskich zachowań, twardej skorupy, oschłości. Dlaczego mi to nie przeszkadza? Dlaczego od momentu kiedy wyszedłem z naszego małego domu tęsknie nieprzerwanie i marze by znów ujrzeć Cię biegnącą w moja stronę z wyciągniętymi przed siebie rękami. Kocham. Pierwszy i jedyny raz w życiu pokochałem i zatraciłem się zupełnie mój lustrzany przyjacielu w tym uczuciu...



Trzask! Krzyk! Niedopalone papierosy giną gdzieś pod gruzami, ogłuszeni mężczyźni biegają bez celu po pomieszczeniu. Jej zdjęcie się pali, kto je dostrzeże? Kto zgasi płomień. Cisza... Otaczali nas ludzie odważni i silni. Mężczyźni. Ojcowie, bracia, kochankowie. Jak wiele teraz łez popłynie?

Tak jak i ta, miliony nieskończonych historii.

















Chciałabym zaznaczyć, że błędy jakie tu znajdziecie, są celowe.

Zostałam poproszona o wyjaśnienie o co chodzi w tym co piszę.
Zrobię to jednak dopiero wtedy gdy zobaczę jak idzie interpretacja moich słów.


Chii

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Obok.

Wyobraź sobie jak w rytmie naszych serc wszystko biegnie do przodu. Mijają nas ludzie zupełnie nie zdający sobie sprawy z mojego, naszego szczęścia,  każdy płatek śniegu wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Niepohamowana chęć by wszystkiego spróbować bawi jeszcze bardziej. Szare chodniki w labiryncie widzących wszystko budynków. Latarnie stojące od lat w tym samym miejscu i towarzyszące im drzewa tworzą swojego rodzaju osobne miasta. A wszystko to dzieje się obok. Niezauważalnie przemykamy brudnymi od zapomnienia ścieżkami. Zakochani  w sobie nadajemy kolor każdej rzeczy, która ma z nami jakikolwiek kontakt. Wszystko nabiera innego znaczenia przy Tobie.  Trzymaj mnie zatem za rękę jeszcze dlugo, nie zostawiaj na rozdrożu i mów tak czule jak dotąd już zawsze.
 Naucz mnie jak być idealną.

wtorek, 21 grudnia 2010

dziesięć minut na miłość.



Mamy dziesięć minut na miłość. Jak myślisz.? Zdążymy je właściwie wykorzystać? Mam nadzieję, że tak.

Pierwsza minuta. Miło mi jestem Sylwia, mam odmienne zdanie na każdy temat i lubię się przytulać. Minuta trzecia. Lubisz mnie. Częściej i dłużej patrzysz mi w oczy. Podoba mi się to, trochę magicznego pyłu ktoś zsypuje na nas z nieba, zaraz uciekniemy w inny wymiar. Puff! Minuta piąta, kocham Cię. Kocham Twoje usta, skórę i ciepły dotyk. Kocham oczy, kocham cichy szept, kocham zapach perfum. Już wiem, że nigdy go nie zapomnę. Półmetek. Zaraz minie nasz czas na miłość. Nie traćmy go na bezsensowne patrzenie. Sześć minut za nami, pocałuj mnie.! Przestań, rozpływam się. Nie ostrzegłeś mnie w pierwszej minucie, że jesteś taki ciepły, taki czuły, że tak mocno kochasz. Już dobiegamy do mety, magiczny pył przestaje działać. Jesteś przy mnie ale jakby bez potrzeby. Nie uciekaj mi.! Zostań jeszcze kilka chwil, powiedz ' kocham ' jeszcze raz, obejmij mnie i zostańmy już tak do końca w tym pełnym namiętności stanie. Nie pozwólmy na to by wszystko ulotniło się bezpowrotnie... Pozwól mi jeszcze przez minutę być tylko Twoją, jedyną, najpiękniejszą i najcenniejszą osobą. Pozwól mi jeszcze raz poczuć Twój smak, ciepło, Twoje delikatne pocałunki na mojej twarzy. Pozwól... Gdzie jesteś? Miałeś poczekać.! Miałam zapamiętać to uczucie. Miałam zostać już w tym śnie ...










Dość stary tekst, mam nadzieję, że skłoni do pewnych rozmyślań o tym jak rodzi się wszystko.

Chii.

niedziela, 19 grudnia 2010

Zapatrzeni w siebie. 2cz.

Wypełniony namiętnością poranek. Śpiew miasta gdzieś w oddali odbija się echem o skały, tak nieprzerwanie od milinów lat życie świata biegnie odgórnie ustalonym tępem, w jednym i tym samym kierunku codziennie na nowo. Przykre, że tylko część istnień dobiega do mety. Pozostałe czekają na swoją porę. Jedne piekielnie z tego powodu cierpią inne dziękują niebiosom za kolejne dwadzieścia cztery godziny. Tak, mam na myśli owiane jesiennym chłodem, zakochane w sobie istoty. Ona tak wpatrzona w jego bursztynowe oczy. Nigdy nie czuła się tak dobrze przy jakimkolwiek innym mężczyźnie. Żaden nie zdolał rozbudzić w niej takich emocji jak On. Z niewinnej i podporządkowanej ogólnie przyjętym zasadom  w społeczeństwie zmienił ją w nieokiełznaną grzesznicę. Podobało Jej  się to, chciała być idealna dla swojego Ukochanego, chciała spełniać każde Jego życzenie i fantazję. Przyjęła nowe reguły, tylko i wyłącznie te narzucone przez Niego były w pełni przestrzegane. Tak zmieniona wciąż emanowała niesamowitym urokiem i nieskazitelną delikatnością. Za jeden jego pocałunek byłaby w stanie wskoczyć w ogień. Żyła u Jego boku jak zaczarowana. Każde pięć minut rozłąki rozrywało Ją i sprawiało nieopisany ból. Pragnęła wciąż czuć Jego oddech na szyji, tkwić w tych silnych ramionach, nie rozstawać się z Nim. Nigdy. Nie podejrzewała jednak, że los ma inne plany w związku z Nimi. Czekała ją droga przez męki, sześć miesięcy wypalania sie z tęsknoty za Jego głosem. Czas mija tak powoli gdy człowiek usycha i niknie w oczach bez swojego powietrza. Bez miłości. Przestawała funkcjonować. Nie jadła, nie spała, przyklejona do okna wzdychała i prosiła by po mrugnięciu powiekami Jej oczom ukazał się zarys postaci. Tak dobrze znany Jej chód, sposób w jaki macha do Niej na powitanie. Pragnęła z całego serca już być przy Nim. I nadszedł ten dzień. Dzień odrodzenia. Cztery godziny, trzy, dwie i pół, dwadzieścia minut i... i godzina opóźnienia. To nic, wróci. Jest pewna. Obiecał Jej bukiet stokrotek. Czekała kolejne dni, tygodnie, miesiące. Bez przerwy czuła jak pęka Jej serce, dusza rozpada się na kawałeczki, stopniowo i powoli umierała od środka. 

Dziś otwiera ospale oczy, brąz jakby wyblakł, błysk gdzies uciekł. Mruży je, przeraźliwa biel oślepia i przypomina gdzie jest. Znowu śniła. Śniła na jawie, zapłonęła kolejny raz ogromną miłością, nabarała kolorów i  jak rozgrzany metal w wodzie nagle ostygła. Znieruchomiała i zalała się łzami. Wróć do Niej, wróć. Stań na końcu mdląco białego korytarza i czekaj aż drobnymi kroczkami zbliży się do Ciebie. Zabierz Ją do lepszego miejsca. Nie pozwól zgnić w obłąkanym świecie bez uczuć !






Żeby nie było, że rzucam słow ana wiatr. Oto druga część. Kolejne w odstępie kilku dni będą.


Chii.

Zapatrzeni w siebie. 1cz.

Blady, skóropodobny materiał naciągnięty na dwieście sześć kruchych kości. Oblany porannymi promieniami słońca nabiera lekko różowej barwy w miejscu gdzie znajdują się potocznie zwane policzki. Wygięte w łuk cialo chłonie ciszę budzącego się podwórka, namiętnie muskane aromatem świeżej kawy motywuje się by wstać i poczuć wolność . W poplątane włosy wmieszała się codzienność, a do wnętrza osłupialego opakowania wraca z odległych krain podświadomość. Spełniona i nasycona tym co widziała ciemną nocą. Teraz możemy to polączenie nazwać czymś w rodzaju człowieka. Z tą różnicą, że owy miszmasz ma trochę szersze horyzonty i jakby bardziej otwarte serce. Wypełnione ciekawością brązowe oczy powoli i jakby trochę niepewnie wyłapują każdy szczegół pokoju w jakim znajduje się ich wlaścicielka. To nie to samo puste, wypełnione żalem pudło w jakim żyla dotychczas. Pudrowo różowe poduszki, kremowa puszysta kołdra, równie delikatna barwa stolika obok łóżka i wewnętrzy spokój były tak piękne i od dawna wyczekiwane. Nie myśląc wiele otwiera szeroko okno, biel firanek rozwiewa jesienny wiatr a ona sama wiruje w miłosnym tańcu otulona wspomnieniami minionej nocy. I w tym momencie w pokoju pojawia się sprawca całego zamieszania. Tajemnicze spojrzenie, umięśnione ramiona nie tak dawno jeszcze trzymajace ją w objęciach. Bukiecik jej ulubionych stokrotek przewiązany starannie wstążką i uwodzicielski uśmiech sprawiły, że jej delikatne i filigranowe ciałko znów zapłonęło gorącym pożądaniem. Przywitali dzień gorącym pocałunkiem i  z rozczuleniem przypomnieli sobie jak czterdzieśli lat temu wspólnie wkraczali na tę droge razem. Jak niezmiennie od tego dnia oddychali wciąż tak samo mocną miłością.










Przyznam, że tylko i wyłącznie za namową kilku osób zdecydowałam się pociągnąć to dalej. Przewiduję kolejną część za jakieś dwa trzy dni. Zaplanowałam cztery. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Miłego czytania.


Chii.

wtorek, 14 grudnia 2010

Z przerażeniem w oczach patrzę na ekran telefonu. Pozostały nam zaledwie trzy minuty bycia dla siebie i tylko ze sobą, trzy cholerne minuty, które nieudolnie staram się wydłużyć do maksimum. Nie zdążę się Toba nacieszyć, nie powiem Ci kilkukrotnie jak bardzo Cię kocham, mało! Mało Ciebie, wciąż nie potrafię zaspokoić swojego pragnienia jakim jest Twoja obecność, dotyk. Nie jestem w stanie opisać jak piekielnie szybko ucieka ostatnie sześćdziesiąt sekund spokoju i oderwania. Jesteś moim szczęściem, dotykiem wywołujesz u mnie fale dreszczy a zaledwie kilkoma słowami doprowadzasz krew w żyłach do stanu wrzenia. 30 sekund, przeskoczymy to i cofniemy się do początku? Do pierwszego dzisiaj pocałunku, pierwszych kilku zdań. Jeszcze raz chcę leżeć przy Tobie i słuchać jak bije Twoje serduszko. Ponownie wtulić się i zapomnieć o otaczajacym mnie świecie. 5 sekund. Nie! Cofnij to, błagam. Pragnę być przy Twoim boku do końca,zasypiać i  budzić się tak samo mocno wtulona w Ciebie. Chcę codziennie czuć Cię nieznośnie blisko.


Kocham Cię .













Agnieszko, pytałaś czy blog jest tylko o mojej miłości. Nie. Teksty tu zamieszczone opisują mój aktualny stan psychiczny, emocjonalny. Nazwij to jak chcesz.
Fakt, jestem teraz inspirowana czymś wyjątkowym ale nie wyklucza to z mojego zycia szarości. Lęki nie opusciły mnie a wszystko co złe nadal bezczelnie krąży wokół.


chii.

niedziela, 12 grudnia 2010

Ukształtuj mnie, stwórz ideał.

Będę dla Ciebie kim tylko zechcesz, stanę się wszystkim jeśli tylko tego zapragniesz. Wyspą na bezkresnym oceanie i jedyną stałą drogą po szczęście. Mogę stać sie najpiękniejszą muzyką pod słońcem jeśli tylko pomoże to chociaż w minimalnym stopniu ukoić Twoje nerwy. Stanę się pyłem, który zduchniesz przypadkowo z porcelanowej lalki. Będę nieopisaną wcześniej pewnością. Pragnę trwać przy Tobie każdego dnia, każdej minuty bliżej i dłużej mieć Cię przy sobie. Spraw bym czuła się tak bardzo potrzebna. Zmień mnie w perfekcyjną, stwórz na nowo tylko dla siebie. Potrzebuję Twojej miłości,   bezpieczeństwa i świadomości, że jesteś dla mnie, że jestem dla Ciebie, że już na zawsze.







Po głębszym zastanowieniu się nad sensem tego bloga muszę stwierdzić z przykrością, ze takowego sensu brak. Potrzeba wyrzucenia z siebie pewnych emocji zaważyła nad jego powstaniem. Każdy tekst jaki tu umieszczę jest mojego autorstwa, wszelkie kopiowanie treści jest zabronione. Ewentualnie po dostarczeniu mi adresu bloga/fbl'a/strony i wcześniejszym powiadomieniu o tym, że coś zapożyczacie.

Miłej lektury, Chii.