Blady, skóropodobny materiał naciągnięty na dwieście sześć kruchych kości. Oblany porannymi promieniami słońca nabiera lekko różowej barwy w miejscu gdzie znajdują się potocznie zwane policzki. Wygięte w łuk cialo chłonie ciszę budzącego się podwórka, namiętnie muskane aromatem świeżej kawy motywuje się by wstać i poczuć wolność . W poplątane włosy wmieszała się codzienność, a do wnętrza osłupialego opakowania wraca z odległych krain podświadomość. Spełniona i nasycona tym co widziała ciemną nocą. Teraz możemy to polączenie nazwać czymś w rodzaju człowieka. Z tą różnicą, że owy miszmasz ma trochę szersze horyzonty i jakby bardziej otwarte serce. Wypełnione ciekawością brązowe oczy powoli i jakby trochę niepewnie wyłapują każdy szczegół pokoju w jakim znajduje się ich wlaścicielka. To nie to samo puste, wypełnione żalem pudło w jakim żyla dotychczas. Pudrowo różowe poduszki, kremowa puszysta kołdra, równie delikatna barwa stolika obok łóżka i wewnętrzy spokój były tak piękne i od dawna wyczekiwane. Nie myśląc wiele otwiera szeroko okno, biel firanek rozwiewa jesienny wiatr a ona sama wiruje w miłosnym tańcu otulona wspomnieniami minionej nocy. I w tym momencie w pokoju pojawia się sprawca całego zamieszania. Tajemnicze spojrzenie, umięśnione ramiona nie tak dawno jeszcze trzymajace ją w objęciach. Bukiecik jej ulubionych stokrotek przewiązany starannie wstążką i uwodzicielski uśmiech sprawiły, że jej delikatne i filigranowe ciałko znów zapłonęło gorącym pożądaniem. Przywitali dzień gorącym pocałunkiem i z rozczuleniem przypomnieli sobie jak czterdzieśli lat temu wspólnie wkraczali na tę droge razem. Jak niezmiennie od tego dnia oddychali wciąż tak samo mocną miłością.
Przyznam, że tylko i wyłącznie za namową kilku osób zdecydowałam się pociągnąć to dalej. Przewiduję kolejną część za jakieś dwa trzy dni. Zaplanowałam cztery. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Miłego czytania.
Chii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz