Niemożliwie zamyślona szła bezczelnie ruchliwymi ulicami. Wszystko co działo sie wokół niej było tak nieistotne jak jeszcze nic i nigdy. Każdy kamień, każde spojrzenie mijajacych ją ludzi i pisk opon były bez sensu. Zupełnie nic sie nie liczyło aż do momentu, w którym zaczęła tonąć. Bajecznie piękny błękit pochłaniał ją całą, muzyka jaka w sekundzie zagłuszyła wszystko i to uczucie ciepła jakie ją ogarnęło było jej celem i przeznaczeniem. Dopiero teraz świat nabrał pewnych logicznych cech i zaczął istnieć tak naprawdę.
Dopiero teraz, gdy utonęła.
love Chii.