niedziela, 17 kwietnia 2011

splot.


Nie jestem zwykłym zlepkiem atomów, nie ma we mnie typowo ułożonych komórek. Jest kosmos, czarna dziura i tryliony małych skłóconych ze soba cząsteczek. Metodą prób i błędów potrafię czasem ustawić część w równym dwuszeregu. Na próżne moje wieczne starania, długo spokojem się nie cieszę. Między sercem, a płucami toczy się walka. Mózg krzyczy bym rozluźniła więzy jakie założyłam na niespokojne myśli. Uwielbiam siebie. Uwielbiam jedną jak i drugą mnie. Obie jesteśmy wspaniałe, nieokiełznane, grzeszne i tak zagubione jak samotny meteoryt w nicości. Bez ciągłych zderzeń czy starć może umiałabym zamieszkać ze sobą w czaszce. Może doszłabym do porozumienia z tą drugą gdybym kilka miliardów sekund temu nie stworzyła najgorszego wroga jakim ja sama dla siebie jestem. Musiałam zaszaleć, musiałam Cię wykorzystać przecież masz tak ogromną moc. Ja zwiariowałam, tacę kontrolę wpadam w czarną dziurę jaką wszczepiłam sobie w pompie. Puk-puk, puk-puk, puk-puk, jeszcze żyje, jeszcze mam siły i kolejny raz dzielę swoje odbicie po policzku. Niespodziewany kontratak zupełnie wytrąca mnie z równowagi. Mieszanka wybuchowa posypana gwiezdym pyłem, polana gestą krwią. 

Smacznego. Sama siebie zjem.