niedziela, 19 grudnia 2010

Zapatrzeni w siebie. 2cz.

Wypełniony namiętnością poranek. Śpiew miasta gdzieś w oddali odbija się echem o skały, tak nieprzerwanie od milinów lat życie świata biegnie odgórnie ustalonym tępem, w jednym i tym samym kierunku codziennie na nowo. Przykre, że tylko część istnień dobiega do mety. Pozostałe czekają na swoją porę. Jedne piekielnie z tego powodu cierpią inne dziękują niebiosom za kolejne dwadzieścia cztery godziny. Tak, mam na myśli owiane jesiennym chłodem, zakochane w sobie istoty. Ona tak wpatrzona w jego bursztynowe oczy. Nigdy nie czuła się tak dobrze przy jakimkolwiek innym mężczyźnie. Żaden nie zdolał rozbudzić w niej takich emocji jak On. Z niewinnej i podporządkowanej ogólnie przyjętym zasadom  w społeczeństwie zmienił ją w nieokiełznaną grzesznicę. Podobało Jej  się to, chciała być idealna dla swojego Ukochanego, chciała spełniać każde Jego życzenie i fantazję. Przyjęła nowe reguły, tylko i wyłącznie te narzucone przez Niego były w pełni przestrzegane. Tak zmieniona wciąż emanowała niesamowitym urokiem i nieskazitelną delikatnością. Za jeden jego pocałunek byłaby w stanie wskoczyć w ogień. Żyła u Jego boku jak zaczarowana. Każde pięć minut rozłąki rozrywało Ją i sprawiało nieopisany ból. Pragnęła wciąż czuć Jego oddech na szyji, tkwić w tych silnych ramionach, nie rozstawać się z Nim. Nigdy. Nie podejrzewała jednak, że los ma inne plany w związku z Nimi. Czekała ją droga przez męki, sześć miesięcy wypalania sie z tęsknoty za Jego głosem. Czas mija tak powoli gdy człowiek usycha i niknie w oczach bez swojego powietrza. Bez miłości. Przestawała funkcjonować. Nie jadła, nie spała, przyklejona do okna wzdychała i prosiła by po mrugnięciu powiekami Jej oczom ukazał się zarys postaci. Tak dobrze znany Jej chód, sposób w jaki macha do Niej na powitanie. Pragnęła z całego serca już być przy Nim. I nadszedł ten dzień. Dzień odrodzenia. Cztery godziny, trzy, dwie i pół, dwadzieścia minut i... i godzina opóźnienia. To nic, wróci. Jest pewna. Obiecał Jej bukiet stokrotek. Czekała kolejne dni, tygodnie, miesiące. Bez przerwy czuła jak pęka Jej serce, dusza rozpada się na kawałeczki, stopniowo i powoli umierała od środka. 

Dziś otwiera ospale oczy, brąz jakby wyblakł, błysk gdzies uciekł. Mruży je, przeraźliwa biel oślepia i przypomina gdzie jest. Znowu śniła. Śniła na jawie, zapłonęła kolejny raz ogromną miłością, nabarała kolorów i  jak rozgrzany metal w wodzie nagle ostygła. Znieruchomiała i zalała się łzami. Wróć do Niej, wróć. Stań na końcu mdląco białego korytarza i czekaj aż drobnymi kroczkami zbliży się do Ciebie. Zabierz Ją do lepszego miejsca. Nie pozwól zgnić w obłąkanym świecie bez uczuć !






Żeby nie było, że rzucam słow ana wiatr. Oto druga część. Kolejne w odstępie kilku dni będą.


Chii.

Zapatrzeni w siebie. 1cz.

Blady, skóropodobny materiał naciągnięty na dwieście sześć kruchych kości. Oblany porannymi promieniami słońca nabiera lekko różowej barwy w miejscu gdzie znajdują się potocznie zwane policzki. Wygięte w łuk cialo chłonie ciszę budzącego się podwórka, namiętnie muskane aromatem świeżej kawy motywuje się by wstać i poczuć wolność . W poplątane włosy wmieszała się codzienność, a do wnętrza osłupialego opakowania wraca z odległych krain podświadomość. Spełniona i nasycona tym co widziała ciemną nocą. Teraz możemy to polączenie nazwać czymś w rodzaju człowieka. Z tą różnicą, że owy miszmasz ma trochę szersze horyzonty i jakby bardziej otwarte serce. Wypełnione ciekawością brązowe oczy powoli i jakby trochę niepewnie wyłapują każdy szczegół pokoju w jakim znajduje się ich wlaścicielka. To nie to samo puste, wypełnione żalem pudło w jakim żyla dotychczas. Pudrowo różowe poduszki, kremowa puszysta kołdra, równie delikatna barwa stolika obok łóżka i wewnętrzy spokój były tak piękne i od dawna wyczekiwane. Nie myśląc wiele otwiera szeroko okno, biel firanek rozwiewa jesienny wiatr a ona sama wiruje w miłosnym tańcu otulona wspomnieniami minionej nocy. I w tym momencie w pokoju pojawia się sprawca całego zamieszania. Tajemnicze spojrzenie, umięśnione ramiona nie tak dawno jeszcze trzymajace ją w objęciach. Bukiecik jej ulubionych stokrotek przewiązany starannie wstążką i uwodzicielski uśmiech sprawiły, że jej delikatne i filigranowe ciałko znów zapłonęło gorącym pożądaniem. Przywitali dzień gorącym pocałunkiem i  z rozczuleniem przypomnieli sobie jak czterdzieśli lat temu wspólnie wkraczali na tę droge razem. Jak niezmiennie od tego dnia oddychali wciąż tak samo mocną miłością.










Przyznam, że tylko i wyłącznie za namową kilku osób zdecydowałam się pociągnąć to dalej. Przewiduję kolejną część za jakieś dwa trzy dni. Zaplanowałam cztery. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Miłego czytania.


Chii.