czwartek, 16 czerwca 2011


Kocham Cię, potrzebuję Cię, pragnę i uwielbiam.

Znasz te słowa, prawda? Niezależnie w jakiej kolejności wypowiedziane zawsze działają z ta samą destrukcyjną siłą. 
Łap brzoskwiniowe powietrze. Ból.
Nienawidzisz mnie, nienawidzisz siebie, ich. Nie lubisz jak ktoś Cię kocha mimo, że jest Ci to do życia niezbędne. Jak brzoskwiniowe powietrze.
Stopniowo, cegła po cegle ciepło uczuć niszczy gruby mur jaki przed sobą wybudowałeś. Z uporem starasz się łatać powstałe dziury. Nie chcesz ciepła, lekkiego powiewu zauroczenia.
Nie broń się. Cicho.
Nie, nie, nie! Dlaczego znów do tego dopuszczasz? Zwalniasz tępo, nie uszczelniasz swojej twierdzy. Głupia istoto z zimnym sercem. Pragniesz go. Jak jeszcze nikogo, nigdy. 
Tak bardzo. Ciemno.
Skąd w Tobie tyle uczuć? Dlaczego wiesz jak kochać, dlaczego dopuszczasz do siebie to... to brzoskwiniowe szczęście.
Niepoprawnie słodka sytuacja.  Szept.
Znów źle skończysz. Kolejny raz mokry kąt otuli Cię czerwienią cegieł. Dorysuj kreskę, nastęnym razem popatrz. Dajesz się ranić.
Masochistyczny styl życia ziemianina. Biegnij.






Bruno Mars 
^ nutka ^

piątek, 27 maja 2011

popiół i dym.


Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek w jednej długiej chwili poczuję tak wiele.
Nie wiesz, spać.  Umrzesz bez orientacji. W kilka dni nastąpi apokalipsa i nie będzie za czym tęsknić.
Biegnij. Żyj. 
Przywiązałam się. To jest toksyczne. Mogę kochać, nienawidzić, wielbić ale nie mogę się przywiązywać. Wtedy bez obecności czuję, że się duszę. Uchodzi ze mnie powietrze. Bądź. 
Nie interesuje mnie jak długo.

 Aż umrę. Bądź, po prostu.  Ewakuacja, serce się burzy.






jestem w rozsypce.
nic nie rozumiem.







wtorek, 24 maja 2011

półszept.

W połowie drogi, między Tobą i mną. Na skraju ust ukrywa się strach. Drży, wielkimi i wyłupiastymi oczami patrzy na splecione ciała oddane tylko sobie. W roztargnieniu poranka tańczy z pierwszymi głosami miasta.  

Rośnie w siłę, puchnie. 

Tylko Ty. Póki czas uciekajmy w nieznane. Wszędzie będzie nasze miejsce, wszędzie tam gdzie istnieć może miłość. Niepokonana, niepokorna dama oplatająca nas nocą. 
Czuję Twój smak, pragnę jeszcze bardziej dotyku dłoni. 

Za chwilę wybuchnie. 
Kilka sekund. 
Adrenalina.


Jestem dla Ciebie. W Tobie jest sens, rozsądek głosu miasta.
Jestem Ja, dla mnie Twoje oczy. Magia.



w nieskończoność.



niedziela, 17 kwietnia 2011

splot.


Nie jestem zwykłym zlepkiem atomów, nie ma we mnie typowo ułożonych komórek. Jest kosmos, czarna dziura i tryliony małych skłóconych ze soba cząsteczek. Metodą prób i błędów potrafię czasem ustawić część w równym dwuszeregu. Na próżne moje wieczne starania, długo spokojem się nie cieszę. Między sercem, a płucami toczy się walka. Mózg krzyczy bym rozluźniła więzy jakie założyłam na niespokojne myśli. Uwielbiam siebie. Uwielbiam jedną jak i drugą mnie. Obie jesteśmy wspaniałe, nieokiełznane, grzeszne i tak zagubione jak samotny meteoryt w nicości. Bez ciągłych zderzeń czy starć może umiałabym zamieszkać ze sobą w czaszce. Może doszłabym do porozumienia z tą drugą gdybym kilka miliardów sekund temu nie stworzyła najgorszego wroga jakim ja sama dla siebie jestem. Musiałam zaszaleć, musiałam Cię wykorzystać przecież masz tak ogromną moc. Ja zwiariowałam, tacę kontrolę wpadam w czarną dziurę jaką wszczepiłam sobie w pompie. Puk-puk, puk-puk, puk-puk, jeszcze żyje, jeszcze mam siły i kolejny raz dzielę swoje odbicie po policzku. Niespodziewany kontratak zupełnie wytrąca mnie z równowagi. Mieszanka wybuchowa posypana gwiezdym pyłem, polana gestą krwią. 

Smacznego. Sama siebie zjem.









środa, 6 kwietnia 2011

ściany.

To nie jest takie proste jak mi się wydawało. W ciemnym labiryncie złośliwych uśmiechów mimo szczerych chęci by znaleźć drogę do wyjścia wciąż mijamy ten jeden zakręt. To jedno małe przejcie na drugą stronę. Gubię Cię, puszczasz moją dłoń. Dlaczego? Znikasz, nie widzę Cię, nie czuję obok. Jak mam sama wydostać się stąd? Jak wrócę, jak odnajdę kolor? 
Mów do mnie, proszę. Pójdę za głosem, pobiegnę. Mów!
Uda nam się, wiem to na pewno. Wiara w to słabnie ale nie poddawajmy się, razem wyjdziemy, znajdziemy spokój.
Tylko razem.
Tylko razem.
Tylko razem.
Powtarzaj to za mną, powtarzaj aż uwierzysz. No dalej!
Cicho... 











Tak, wiem. Długo mnie nie było znowu. Nie mogłam, nie chciałam chyba nawet. Nazbierało się we mnie dużo dziwnych emocji i uczuć. Możliwe, że zacznę pisać na potęgę już niedługo, pewnie większość tutaj zamieszczę.

www.domichee.blogspot.com


love, Chii.

sobota, 19 marca 2011

konstelacja.



Księżycowy pył, miliony srebrnych gwiazd. Wszystko Ci dam, w małym pudełku zamknę cały świat. 
Krzycz! Krzycz tak głośno by Jowisz odpowiedział. Poukładane w rzędzie odpowiedzi czekają na wywołanie. 
Czekają na odpowiednie pytanie. Jeśli chcesz będę odpowiedzią na każde Twoje wołanie, na każdy szept. Każdy gest doczeka się reakcji. 

Lubię Cię, wiesz? 

Sposób w jaki mnie dotykasz, lubię Twój wzrok przez, który nogi uginają się, a policzki rumienią. Stworzymy swój wszechświat. Tylko my. Tylko. Przypisani sobie na wiele lat przed przyjściem na świat, przeznaczeni. Tak to musi być to, nic nie pokona moich uczuć. Wskoczę w czarną dziurę, wydobęde z niech blask. Jestem dla Ciebie, zbuduję Ci raj. W zamian proszę tylko o jedno, przytul mnie. Przytulaj codziennie tak jak tylko Ty potrafisz. Otul mgiełką, uśpij mnie i odpłyń w nieskończoność leżąc blisko, bardzo blisko.












coś inspirującego. :klik:
Mój drugi blog :klik:



Uwielbiam rozpływać się w Twoich oczach. Chcę już mieć Cię przy sobie!
Po prostu Cię potrzebuję.

love Chii.

sobota, 12 marca 2011

mała kurwa.

Więc otwórz wreszcie oczy, zacznij w końcu żyć.
Te słowa skutecznie wymazują z wyobrażeń wspomnienie dzisiejszej nocy. Otwieram powoli zmęczone światłem dyskoteki oczy i patrzę na zupełnie obcego mi mężczyznę. Sobotnia zdobycz bez plakietki. Nie ma informacji ani instrukcji obsługi. Zerkam na blond kudły, śmierdzą papierosami i moimi perfumami. Chce mi się wymiotować, swędzi mnie całe ciało, policzki pali czerwona od wstydu skóra. To boli! Błagam dość! 
Znikam z przepoconego łóżka, snuję się niczym cień zgubionej w natłoku spraw prostytutki. Woda, mydło, ostra gąbka, NIC. Czuję go nadal, obleśne i spragnione młodego ciała dłonie. Wciąż znaczą terytorium. Mój brzuch, pośladki. Jak się ich pozbyć? Jestem taka ohydna. Stały rytm, to samo szczekanie psa, ten sam kac i rozmazany tusz. Jestem do złudzenia podobna do zjawy, koszmarnego snu, dziewczynki z horroru. Boję się, boję się go. Co będzie jak się obudzi? Potraktuje mnie dobrze czy jak częśc z tamtych powie znienawidzone ' cześć suczko '. Tak, jestem suką. Jestem posłuszna, grzeczna i dobrze ułożona. Jak najlepiej wyszkolony piesek wypinam wielokrotnie bity tylek pod kolejne ciosy. Nie ograniczają siły. Czerwone pośladki pieką i szczypią. Zagoi się do następnego razu. Do następnej soboty. Do następnej nocy i pod ręką innego właściciela nabiorą pięknego fioletowego koloru.
Jesteście nikim, nikogo nie potrzebujecie, jestem nikim z najlepszej półki. Nikt.Nic.Nigdy.
Budzi się...
- cześć suczko.



Jak mam uciec?!









Pierwszy raz napisałam coś takiego, pomysłów jak zawsze dużo tylko brak słów. W głowie siedzi kilka zjaw. 
Chyba muszę odpocząć od tego typu istot. Zarażam się pustotą.


Kocham Twoje oczy, wiesz?









do napisania, love Chii.

niedziela, 6 marca 2011

kawa z mlekiem, cichy świat.



Nie wiem od czego zacząć. W chaotycznym rytmie dnia staram się chociaż na chwilę znaleźć spokój ducha i ustalić co muszę dziś zrobić. To niewykonalne, nie... No właśnie, nie. Nic nie jestem w stanie uczynić. Wszystko leci mi z rąk. Odgłos tłuczonego szkła to dziś niemal muzyka. Przypalona kaczka, Twoja ulubiona kaczka, rozlana kawa i złamana szminka. Tak, ta czerwona... Uwielbiasz ją na moich ustach. Powtarzasz mi, że uwielbiasz mnie całą i... i dlatego właśnie doprowadziłeś mnie do tego śmiesznego stanu? Lubisz jak nie mogę skupić się na niczym innym oprócz Ciebie, Twoim pięknym ciele, Twoim dotyku. Lubisz gdy na wspomnienie, szeptu wypełnionego pożądaniem i miłością robi mi się gorąco. Nie kryję, ja też lubię krążyć marzeniami między chwilami kiedy byłeś tak blisko mnie.


Uwielbiam to jak podchodzisz do mnie cicho, kładziesz ręce na biodrach i kradniesz słodko, kolejny pocałunek. Wtedy jestem już cała Twoja. Oddana bezgraniczne, ufam Ci i wiem, że prawdą jest kiedy opowiadasz mi jak w chwili spotkania się naszych spojrzeń świat zamiera, a czas na chwilę przestaje biec w szaleńczym tępie. Odpoczywa. 


Kocham Cię. Nie wypuszczaj mnie już z objęć, nie przestawaj całować, niech to trwa nieskończenie długo.


Jesteś moim dopełnieniem.


piątek, 4 marca 2011

Trochę Ciebie.



Co powiesz na kompromis? Ja będę chwilą, a Ty sensem tej chwili.
Zgódź się. Wiem, że masz czas na tą grę. 
Pierwsza rzucę, dwie kości, trzy oczka, trzy dni, trzy chwile. Będziesz dla mnie i ze mną przez ten krotki czas. Będziemy w niebie, kochaj mnie... Tak mocno jak tylko potrafisz. Nie musisz długo, to tylko trzy dni. Pozwól mi na wszystko. Pozwól całować Cię po całym idealnie pięknym ciele, pozwól patrzeć jak śpisz, oddychasz, uśmiechasz się. Pozwól mi trwać i chłonać to całą sobą. Chcę naładować się Tobą na kolejne długie godziny. Godziny kiedy nie będę gościła w myślach. Kolejne noce bez magii.

Twój rzut... dziewięć oczek.

O mój Boże...












Długo nie pisałam. Tekst pisany na niemieckim. Dawno na lekcji nic nie wyszło.
Żegnam na kolejne kilka dni.

love Chii.

środa, 23 lutego 2011

chyba. podobno. możliwe

Podobno jak się tęskni to można robić różne dziwne rzeczy. Gryźć, płakać, krzyczeć, milczeć, zapominać. Mówią, że ludzie tęskniący za czymś wielkim są bardzo nieprzewidywalni. Ciekawe kiedy znajdą lek na to świństwo.
 Podobno świat zatrzymuje się nagle i przestaje istnieć, wszędzie jest nasze Szczęście. Widzimy je w oknach, salach w szkole, czujemy zapach jego perfum na mieście i słyszymy jak oddycha w rytmie kołysanki Belli. To cieszy, umacnia, dodaje skrzydeł. Na chwile i tylko wtedy gdy ta tęsknota ma sens. Ja wiem, że moja ma. Wiem, że wkrótce wynagrodzi mi wszystko...
Trzeba czekać.





Dość ponuro, całkiem jakby nie w stylu wcześniejszych notek. Trochę mam zastój w zyciu ostatnio ale bloga nadrobię...

Mam kilka tekstów pisanych w szkole na kartce. Sa koszmarne ale mam zasade, ze poprawiam tylko błędy. nie zmieniam nic więcej.

love chii

wtorek, 15 lutego 2011

never.

Słodzę kawę roztargnieniem, odrobiną irytacji doprawiam obiad, a do kąpieli dodaję przyjemnie bąbelkujące rozmarzenie. Pogrążona w swoim cichym świecie nie odbieram zadnych bodźców z zewnątrz. Nie krzycz, nie słysze Cię ani ja, ani moje myśli, serce tez jest głuche. Daj nam spokój, odejdź. Tak, tak właśnie. Tylko cisza, gorąca woda i móje nucące nieznaną mi melodię usta. Jestem w tym momencie sama dla siebie, tylko ze sobą. Jestem bo to lubię i czerpię radość z bycia wszystkim. Stworzę dzis swój własny kosmos, będe nutą, ósemką. Będę jedną z milionów jakie jeszcze wymyślę. Chce dziś trzy planety; Zimną, Zieloną i Gorącą. Chcę mieć własne sto gwiazd zawieszonych niedbale na nici z morskiej piany. Dodam kilka barw, tutaj jeszcze będzie stado koliberków cudnie nadajacych kolor otoczeniu. Zapomniałam o kwiatach! Fiołki i stokrotki. Wszędzie, bo to mój kosmos. Mój, mój, mój. Tylko i wyłącznie. Potrzebuję jeszcze trochę muzyki, kilka roześmianych nut by coś się działo między nami. Dorzucę garść złotego piasku i....

Cisza, nie ma nic. Tak po prostu.









potrzebuję tych kilku dni.
potrzebuję Cię, jesteś brakującym elementem, szczegółem, jesteś potrzebny, bo inaczej kosmos przestanie tworzyć się na nowo.


love Chii

piątek, 11 lutego 2011

Odnajdziemy to 2cz.

Kładąc się późnym wieczorem spać spryskuję różową poduszkę perfumami, które miałaby moja Królewna. Zasypiam otoczony waniliową nutą, śnię o Jej nieskazitelnie czystej skórze, o kochajacych oczach, śnię o spotkaniu. Długo zwlekałem by gdzieś przelac swoje pragnienia i tęsknoty. Nie znam Cię moja Królewno ale wiem, że jeśli nasze drogi zbiegną się kiedyś to między ulicznymi mrówkami odnajde Cię i zaprowadze gdzieś, gdzie nie był nikt inny, gdzie trawa, drzewa, ptaki, słońce, strumyk i ja będziemy tylko dla Ciebie. Zastanawiam się czasem jak można kochać kogoś kto prawdopodobnie nie istnieje, jak można tak mocno wierzyć w szczęście jakie kiedyś wspólnie osiągniemy. Można! Marzenia są po to by napędzać nasze ludzkie życie. Życie pozbawione blasku, kolorów i słów. To my sami nadajemy sens swojej egzystencji. Moja miłość znajdzie obiekt, który zatonie w niej. 
Wiem, że gdzies jesteś, wiem to. Już niedługo Królewno. Już niedługo i będziemy razem.

Czekaj!.












coś dla ucha <3

Nie jestem do końca przekonana do tego tekstu ale postanowiłam nc nie zmieniać. Tak się teraz czuję, tak tęsknię i pragnę jak on.
Miłej lektury.





love Chii

sobota, 5 lutego 2011

procentowo z wiatrem.

Pochłonięta miastowym gwarem, piskiem opon i krzykiem niesionym przez wiatr upijam się tanim winem zmieszanym z Pepsi. Piję za zdrowie pięknych kobiet, za ciężarne koleżanki i za płytkich ludzi nie wartych naszej uwagi. Zapijam tym mało wytrawnym drinkiem pustkę jaką czuję kiedy nie widzę Cię obok. To żałosne, wiem ale co poradzę na to, że tak bardzo uzależniasz? Kilka chwil zabawnej atmosfery. Karuzela kręci się niebezpiecznie szybko, świat nabiera nowych barw, a Ciebie ciągle nie ma. Kilka kroków, kilka ulic, kolejne łyki wina i nagle tak długo wyczekiwana wiadomość, że będziesz w tym samym miejscu co ja. Pocałunek, ciepło w sercu i Twój śmiech. Czterdzieści minut  szczęścia i czas by wrócić do domu, obejrzę się za siebie jeszcze raz, ostatnie spojrzenie w Twoją stronę i płynę z tłumem. przede mną kolejne kilkanaście godzin pustki. Pustki, którą wypełnisz, którą zniszczysz, spalisz. Jeszcze kilkanaście godzin i znów będziesz obok. Znów będę idealnie doskonała, dopełniona, znów naładuję się Twoim zapachem.

Nienawidzę każdej sekundy bez Ciebie.









Pierwszy raz pisze pod wpływem alkoholu coś na tym blogu. Mam nadzieję, że rano nie zapłaczę nad tym tekstem. Tęsknię za Tobą. Bardzo tęsknię...
Nie lubię kłaść się do łóżka, nie lubię budzić się i widzieć , ze nikogo nie ma obok, że całą noc poduszka nie była nikomu potrzebna. 



Chcę Ciebie i tylko Ciebie.



Mam mała kontuzję palca i pisanie sprawia mi ogromny bol toteż kolejna notka bo wyleczeniu .

love Chii.

środa, 2 lutego 2011

Zadaj mi ostatni cios. Nie pozwól juz dłużej czekać na ukojenie i zabij! Przygnieciona żalem i bezsilnością powoli umieram w sobie. Na co czekasz?! Dokończ swoje dzieło, daj mi w ostatnim prezencie resztki dumy. Pozwól mi zniknąć i przybliż ten moment. Widzisz jak cierpię, wystarczy. Płonę w złości, poddaję się chociaż wiem, że nie powinnam. Ostatną rzeczą jaką chcę zrobić to splunąć Ci w twarz i powiedzieć jakże kulturalne ' spieprzaj presjo '. Nic nie nadchodzi. Tkwię zawieszopna między sobą a wymaganiami. Mnie już nie ma, została zaledwie wykuta w skale skorupa a wymagania nigdy nie zostaną spełnione. Czego więc chcesz? Czego!? 


Gdybym tylko wiedziała gdzie znaleźc złoty środek, który pogodziłby moje obowiazki z czasem kiedy jestem sobą. Gdybym tyklo wiedziała gdzie on jest. Tak, byłoby wspaniale.




Potrzebuję trochę przestrzeni, trochę czasu i ciszy. Potrzebuję Ciebie i tylko Ciebie...



















Zaniedbałam bloga, wiem. Ogólny brak weny i złość na notebook'a skutecznie zatrzymały dodawanie postów. Coś mi się wydaje, że nie szybko będą kolejne 'opowiadania', czy druga część wcześniejszego tekstu. Źle się czuję, nie mogę spać, a herbata jakoś dziwnie smakuje.
Tęsknię, zdecydowanie są to objawy ogromnej tęsknoty. Kilka dni bez Ciebie i zaczynam wariować.
Potrzebuję Cię. <3


love Chii.

sobota, 22 stycznia 2011

Znajdziemy to. 1cz.

Chciałabym wiedzieć kim jesteś, byłoby przyjemnie móc zwracać się do Ciebie po imieniu. Niestety nie wiem o Tobie nic oprócz tego, że jesteś mi przeznaczony. Wiem, że oddychasz w tym samym tempie co ja, wiem też jak bardzo mnie kochasz, wiem to. Wiem, że gdzieś jesteś i mnie szukasz. To tak mało, a jednak o nikim innym nie myślę tylko o Tobie.
 Mój jedyny, ukochany, wyśniony. 
Jesteś najpiękniejszym snem jaki komukolwiek i kiedykolwiek nachodził nocą wyobraźnię. Co noc, nie ważne jaka jest pora roku, jaki mam nastrój, jak długo już śpię. Co noc kochasz mnie tak samo mocno, te kilka godzin, ciemnych rozgwieżdżonych godzin wypełniasz mnie, moje serce, duszę. 
Uwielbiam Cię! 
Każdego dnia zupełnie inny, każdy sen to nowa wyprawa. Kochanie! Jesteś mi tak bardzo potrzebny, marzę o spotkaniu, o tym, że nasze drogi kiedyś się skrzyżują i stanę się najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Nie będziesz już wytworem mojego chorego świata. Będziemy mogli się dotknąć, usłyszeć i poczuć ciepło ciał. Jak długo muszę jeszcze czekać? W ile podróży zabierzesz mnie w snach zanim się poznamy. Zanim dowiem się jak masz na imię...
 Ile jeszcze ?













Długo nic nie pisałam. Brak weny, nastroju i czasu skutecznie uniemożliwiły mi zaglądanie do pamiętnika. Liczę na jakieś trzy bądź cztery  części tego co jest powyżej. Zobaczę co mi dziś podpowie wyobraźnia.
Boję się zasnąć, boję się, że znów wielki doberman wgryzie się w moją szyję, że znów nie będę mogła oddychać i obudzę się zlana potem.
Nie lubię takich nocy.

love Chii.